Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czarno-biel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czarno-biel. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 15 marca 2011
piątek, 4 marca 2011
czasy wynurzeń
prawa strona.
głód, smród i ubóstwo
bezdomność.
...
koniec końców.
z krwi, z kości i z Pragi Północ.
fot. Anna Maria Sobocińska
Ul. Ząbkowska, Targowa, Panieńska, Kłopotowskiego.
Park Praski, Most Śląsko-Dąbrowski
listopad 2010, luty 2011.
pochodzenie.
styl. kompleks. okrycie.
głód, smród i ubóstwo
trójkąt bermudzki. matematyka.
rasizm. segregacja kolorystyczna.
...
koniec końców.
.
z krwi, z kości i z Pragi Północ.
fot. Anna Maria Sobocińska
Ul. Ząbkowska, Targowa, Panieńska, Kłopotowskiego.
Park Praski, Most Śląsko-Dąbrowski
listopad 2010, luty 2011.
piątek, 19 listopada 2010
Praga jest kobietą.
Między piątym października, a dziewiętnastym listopada wiele rzeczy się zmieniło, ale Praga pozostaje moją trudną, życiową miłością. Właściwie kończy się listopad i każde październikowe zdjęcie jest już nieaktualne. Zmienił się wyraz twarzy, temperatura ścian, błyski okien też jakby zjesienniały .
I pozornie wszystkie kroki wciąż brzmią tak samo (bo przecież nadal nie ma śniegu, lodu, gołoledzi, a przymrozki przymrażają ewentualne kałuże tylko wtedy, gdy i tak brak na ulicy stóp do kroczenia) i tempa ludzkich reakcji na przestrzeń, spojrzeń, zatrzymań na czerwonym i nie. Wszystko niby tak samo, ale wszystko się zmieniło.
Można przyjrzeć się mocniej i zobaczyć. Bo Praga jest kobietą. Nie mężczyzną - zdobywcą, a kobietą żywą i mocną. W październiku wyglądała trochę inaczej. Można przyjechać, popatrzeć i porównać z moją opowieścią. Każdy, kto rozumie kobiety, zrozumie tę dzielnicę na skraju świata. Wszystko jest zawsze bardziej wschodnie na wschodzie, bardziej dzikie na zachodzie nie jest, bo dziki zachód to w zasadzie wschód z drugiej strony. Nigdy nie zrozumiałam do końca sensu nazywania stron prawą i lewą skoro z drugiej strony wszystko i tak jest odwrotnie.
Najbliższa okolica, codzienna. Idziemy Ząbkowską na wschód, odbijamy w Korsaka na południe, docieramy do Kijowskiej i na Kijów zmierzamy, albo i nie.. A dworzec wschodni, mister warszawy, rok 1969 jest dziś nagi i prowizoryczny. Nie rozumiem po co go remontować, skoro w roku oddania - 2012 i tak będzie koniec świata.
Robienie zdjęć mojej dzielnicy to jak fotografowanie trochę zaburzonej dziewczyny w nieokreślonym wieku. Czasem pstryk i ocierasz się o śmierć - coś ewidentnie nie nadawało się na uwiecznienie i nie pomaga stare dobre "prawda czasu, prawda ekranu" - praga czasami dałaby ci w mordę za fotkę (dzięki Bogu - jesteś stąd, też jesteś kobietą, masz psa, albo udajesz, że nie robisz zdjęć). Kiedy indziej będzie jęczała o więcej, bo chce być gwiazdą, oczkiem w głowie, ukochaną błyskotką i laleczką - pamiątką.
Robienie zdjęć mojej dzielnicy to jak fotografowanie trochę zaburzonej dziewczyny w nieokreślonym wieku. Czasem pstryk i ocierasz się o śmierć - coś ewidentnie nie nadawało się na uwiecznienie i nie pomaga stare dobre "prawda czasu, prawda ekranu" - praga czasami dałaby ci w mordę za fotkę (dzięki Bogu - jesteś stąd, też jesteś kobietą, masz psa, albo udajesz, że nie robisz zdjęć). Kiedy indziej będzie jęczała o więcej, bo chce być gwiazdą, oczkiem w głowie, ukochaną błyskotką i laleczką - pamiątką.
(kocham cię kretynko.)
i jeszcze tak:
fot. Anna Maria Sobocińska
Praga Północ ul. Ząbkowska, ul. Korsaka, ul. Kijowska
Dworzec Warszawa Wschodnia Osobowa, 5. 10. 2010r.
piątek, 15 października 2010
Warszawa płonie. Warszawa płonie.
Raz na chwilę spadnie w te ciemności przez jednę tysiączną sekundy krwawa błyskawica, a wtedy z grozą i przerażeniem zamykamy oczy, bo świadomość tych rzeczy mózg rozsadza.
Otrzeźwiałem, myśli się skupiać poczęły.
STARZEC I. Jak to się wszystko zmienia na świecie. Pamiętam ten pałac, kiedy jeszcze żył stary hrabia. Panie, jakie tu serdeczne, a wesołe były bale... Ale odkąd go ci nowi przybysze kupili — wszystko się zmieniło. Mnie tu coś ciągnie, taki jakiś stary nałóg, ale mi tu już nie miło.
I W OGNIU tych płomiennych wizji staje nam przed oczyma nasza ziemia, ona „co we dnie stroi się w pychę, ona, co w nocy broczy się krwią”, z oparów jesiennych wyłaniają się wierzby przydrożne, na pustym ugorze srebrzy się światłem miesiąca upiorny krzyż, w bezustannej słocie przewłóczy się leniwo dym z nędznych chałup nadwiślańskich, na polach gnije szczecina zżętego żyta, szron zwarzył drzewa i łąki, a w duszy...
Tańcz, moja duszo, tańcz!
Tańcz, moja duszo, tańcz!
Śpiewano nam msze żałobne od samego początku
Przed Twe nogi rzucam gwiazdy moje, stopy Twe oplatam snów mych czarnym kirem, a w ręce Twoje kładę me serce - me serce.
Zanadto był mi wstrętny widok tylu pożądliwych rąk, które i po nią się wyciągnęły.
ZDŻARSKI (śmieje się). Masz dobrą pamięć! Tylko wtedy — ot, niewinne głupstwo.
MLICKI. No opowiedzże!
ZDŻARSKI. A, drobnostka! Siedzieliśmy w zamkniętym pokoiku jakiejś winiarni i piliśmy szampana. Olga namiętnie lubi szampana. Wprawdzie trochęśmy dużo wypili...
MLICKI. No i...?
"Fortepjan jego jest sam w sobie orkiestrą: skrzypcami, basem, organami, fujarką i kobzą i rogiem myśliwskim i trąbką powstańczą."
A gdy wyszedł o zmroku, to skradał się po cichu wzdłuż domów, wzdłuż drzew ciemnych alei. Bał się każdego szelestu; każdy odgłos kroków go przerażał, bo wszystko co go otaczało, cały świat wspomnień i myśli, cały świat po za nim stał się nią.
Byłem królem!
Bezkresne było państwo moje, a bez granic potęga moja.
Dziś siedzę na złomach skał, patrzę na morze i myślę o Tobie.
Morze się pieni, u nóg mych łamią się z głuchym łoskotem olbrzymie fale, a noc tak ciemna i dżdżysta.
Zamykam oczy i słucham.
Z duszy wykwitł mu daleki obszar ugorów, pusty, szeroki jak jęki rozkołysanych dzwonów w pomrokach Wielkiego Czwartku; gdzieś w dali szklił się biały pasek jeziora, spowitego w senną ciszę upieką południa; tylko tu i owdzie wystrzelała smukła łodyga dziewanny, jakby nagle rozerwała upalną ziemię i zwycięską pięścią kwiecia wytrysnęła w niebo — tylko tu i owdzie parę skarłowaciałych jałowców, pokurczonych w dziwaczne kształty, jakby je struł jad pogniłych trupów, co tu kiedyś krwawym pokosem legły — tylko tu i owdzie po piaszczystych rowach promieniste, błękitne koszyczki cykoryi, czekające z utęsknieniem chwili zachodu, kiedy kwiatki stulić mogą i śnić tajemne czary cmentarnie pustych ugorów...
I w obrębie tej prostaczej nuty, na tle pierwotnego, współuświadomionego, ciężkim jeszcze snem spętanego uczucia-tonu, powołał jasnowidzący wieszcz poprzez ubożuchne nucenie chłopskiej nuty do samego dna, od samych źródeł duszę Narodu do wielkiego, przebolesnego życia.
MLICKI. Ty byłeś tu wczoraj?
ZDŻARSKI. Tak; nie zastałem cię w domu!...
MLICKI. Ale z Heleną rozmawiałeś?
ZDŻARSKI. Niestety, nie wiedziałem, że ona o niczem nie wie. Przypadkowo zgadało się o Oldze, ja w tej myśli, że ona o wszystkiem wie...
MLICKI (uśmiecha się).Przypuszczałeś to rzeczywiście?
fot. Anna Maria Sobocińska, ul.Dobra 33, Warszawa.
14.10.2010 r.
Literaturę, ze względów nam znanych prezentuje Stanisław Przybyszewski: Nad morzem, Confiteor, Dla szczęścia, Szopen a Naród, Andrygone, Z cyklu Wigilii, Aforyzmy i preludya.
czwartek, 30 września 2010
nie-śmierć, nie-umieranie. opowiadanie.
Imię: Bolek
Wiek: 91 lat
Urodzony: 10. marca 1919 r.
Żona: Sabinka, zmarła w 2009 r.
68 lat małżeństwa.
Dziecko, bo najgorsza to jest samotność.
fot. Anna Maria Sobocińska, 21. 08.2010 r.
piątek, 17 września 2010
proste słowa.
W tym Kościele wileńskim, na najprostszej mszy świata, ksiądz powiedział mi coś w czasie kazania.
Ewangelia była o talentach, wiernych kilkunastu, mury po przejściach, mocne kresowe głosy.
I ksiądz powiedział, że Bóg każdemu daje tyle, ile wie, że zniesie.
Czyli nie ma tak, że nie wystarczy nam siły.
Każdemu tyle, ile może unieść.
Możliwe, że tam, w tamtym miejscu, z tamtymi obcymi rodakami, pierwszy raz zrozumiałam, o co chodzi..
i jak to jest, że nadal..
wszystkim kobietom i mężczyznom też.
to trzeba rzec. o
p r o s t e s ł o w a
fot. Anna Maria Sobocińska
Kościół Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny i klasztor Franciszkanów w Wilnie
przy ulicy Trakų g. 9/1
środa, 1 września 2010
o mieście
Mam problem z Warszawą. Czy każdy ma problem z powrotami, czy tylko jedna ja, nie wiem. Kocham się w Warszawie i jej nienawidzę, ale powroty są w tym roku boleśniejsze i gwałcą i szarpią i niby nic ta Warszawa nie jest winna, a wszystko znowu na nią.
Czy zawsze wszystko przenosimy na barki abstraktu? Czy każdy ma połączenie między sercem, a ulicą? Uwięzić miasto we własnym obłędzie jest tak samo łatwo, jak uwięzić słowo w gardle, światło w aparacie, wódkę w gardle.
(Wciąż płaczę, gdy Ciebie zobaczę)
Trzeba powiedzieć, że powróciłyśmy, że powracamy, że nadchodzi jesień. Warszawa da mi się jak to tylko kobieta potrafi, a ja ją odtrącę przerażona bezsensownymi labiryntami jej dziwnie mojej historii. Warszawa zaleje się deszczem, a ja zamiast smutku zobaczę w niej straszny, przerażający boży gniew. Kiedyś Bóg się wkurzy i tak jak my zrywamy wszystkie dekalogi od wieków, codziennie łamiąc jakieś słowa i umowy, tak on zaleje nas tą wodą z nieba – bo po co mu ona tam. Choć przecież już tak dawno miał być ten raz ostatni. (Jak Kuba Bogu tak Bóg Kubie? Skoro człowiek człowiekowi, a świat jak stał, tak stoi..)
(Warszawo ma, Warszawo ma..)
Przechowujesz miłości, dajesz mi wytchnienia, natchnienia i ciepłe noce. Warszawo Grr, Warszawo Karmen, Warszawo Gzu, Warszawo Pisi, Warszawo Myszy, pro warszawo ma. Warszawo w Azji, Warszawo Wisły, Warszawo Antka, Warszawo ulicy Grochowskiej z bzem po drodze i pączkiem. Warszawo zamkniętych ścian i kamienic bez okien. Warszawo moich wszystkich strat, każdych kolejnych braków. Warszawo szpitali i cmentarzy, złamanych dziecięcych zabaw i załamanych rąk. Cholerna Warszawo, która zniosłaś coś tak z siedem wieków istnienia, magiczne, kurwa siedem, z każdym moim rokiem wypalasz się i kończysz? Stajesz się postacią, której się boję i kiedy między stacją, a przejściem podziemnym dopadam schodów, czekam tylko na łagodną twarz Grr, na okrzyk Karm, na zadziorny ruch głowy Myszy ( wtedy przez moment jest oksymoronem wszystkiego, głosem, który sprawia, że jestem u siebie, postacią mocną, uśmiechem dziewczęcym i wielkim fuck! dla tych, którzy są przeciw nam. I to wszystko jest na raz, w tym jednym ruchu, który trwa trzy sekundy i porusza brodę, linię ust zmienia i czoło unosi). I dlatego wolę się spóźnić niż zostać sama na rogu przez ten moment, gdy stoją tyłem, idą za mną, wysiadają z tramwaju. Bo nie wiem czemu Warszawo
(Warszawo ma, Warszawo ma..)
tak mnie gnębisz i przerażasz. I czepiam się tak bliskich ludzi, bo się boisz ich zdecydowanego kroku. Zdobywałam Twoje puste ulice, opuszczone domy i zaszczane bramy. Godzinami całowałam czyjeś usta na białym brzegu Wisły, oswoiłam już wszystkie mosty, złapałam Cię w obiektyw w locie i umiałam godzinami iść stamtąd gdzieś daleko, aż tutaj. Jesteś Warszawą moich przyjaciół, czemu przerażasz mnie wrogimi twarzami? Po tylu stratach, kolejna, odbiera mi dech przy Ratuszowej, Jana Pawła, Solidarności, przy Bankowym, przy Nowym Świecie, przy Krakowskim. Kobieto, opanuj się. To miejsca puste, miejsca niepamięci, które zacierają inne ślady i oddech gonionego psa. Miejsca nocnych powrotów o świcie, stukania obcasów, wina z naczosami.
(I gdyby nie ci ludzie, umarłbym z głodu)
I ponieważ tego lata, ponieważ tej jesieni, metro jest wyjątkową bronią miasta, nerwowymi spojrzeniami i zasłoniętą twarzą, to opowiem o tym jak rok temu ufałam mojemu miastu (gdzieś w Azji przecież żyją ludzie, którzy nie boją się Warszawy).
Subskrybuj:
Posty (Atom)







